[26-04] po cihu, po wielkiemu cihu...

wczoraj wyjątkowo było. wyjątkowo cicho, bo bez maćka, któren to wyjechał na wesele na zachód. dzięki temu jednak (poza oczywiście nieutulonym żalem z powodu jego nieobecności) była okazja posłuchać jak śpiewa Kasia, i ona sama tez miała okazje sobie siebie posłuchać, bo zawsze narzeka że sie nie słyszy. przejechalismy więc kawałki w których wokale budziły najwięcej wątpliwości, nawet po kilka razy, i teraz większość z tychże wątów się rozproszyła. mamy teraz słuchać i słuchać i się osłuchiwać. udało się w końcu też chyba przezwyciężyć klątwę p6 - bo doszliśmy do jakiego-takiego porozumienia co do tego co i gdzie ma być. i ile razy rzecz jasna :D
ale tak poważnie to bez perkusji jest fajnie bo cicho i dobrze słychać jakie błedy robią inni tzw. muzycy. ale z drugiej strony źle, bo łyso :) czegoś zdecydowanie brakuje :) próbowaliśmy z piotrkiem tupać na stopie albo na talerzu ale jednak dwa instrumenty na raz to za dużo jak dla mnie (i piotrka też :).
cieszymy się więc, że na cicho zrobilismy niektóre rzeczy, ale czekamy z niecierpliowścią na powrót maćka! a, za tydzień nie spotykamy się bo długi weekend. miłego wypoczynku.

Brak komentarzy: