to najważniejsze pytanie pozostałe po czwartkowej próbie....a propos kawałka który wyszedł przysłowiowo "z dupy", bo najwyraźniej do tej pory to wychodzi nam najlepiej. ja uważam, że przypomina późną nosowską, maciek zaś, że myslovitz. w sumie nie wiadomo. ktoś jeszcze się musi wypowiedzieć chyba.
ogólnie to znów jakoś nie szło. niby się wie co grać i co śpiewać ale nie idzie - tu zaczynasz, tam ktoś się za chwile myli, i od początku. widać tak musi być jak na granie wpada się z tysięcy codziennych spraw - zanim się ulotnią mija pół próby i dopiero coś zaczyna żreć...no, ale jak już żre, to żre dobrze.
z cyklu "nagłe intro" - jak zwykle na początku ze zbitki dźwięków powstało "coś" (mój synek ma książeczkę, a w niej wierszyk "Coś" o czymś co mieszka pod podłogą ;). potem to coś się udało dokleić (no dobra, to wymyśliliśmy, ale dokleić to się NIE UDAŁO) do improintro. jak popracujemy to może nawet się dopasuje jedno do drugiego.
prócz tego same starocie, gramy, gramy, w sumie coraz łatwiej, ładniej i lepiej. byle tak dalej.
były też latające pałeczki, piszczące odsłuchy i dobre ufo-klapy w nowym kawałku. a, jeszcze - maćkowi było smutno, że najlepsze kawałki powstają jak nie gra :) no cóż, ktoś musi być naszym natchnieniem :P






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz